Teraz coś od drugiej redaktorki - Melly :d
Szłam do domu przez park, już z daleka widziałam swoje drzwi. Kiedy do nich doszłam poczułam chłód. Mroźny i przerażający wiatr wdarł się do mieszkania. Byłam sama, a przenajmniej tak myślałam. Po rozejrzeniu się po domu zobaczyłam zbity wazon, pozbierałam jego szczątki. Nagle usłyszałam szelest wydobywający się z kuchni. "Mamo?" - zawołałam. Odpowiedzi nie uzyskałam, postanowiłam że to sprawdzę. Po wejściu do kuchni zobaczyłam jak coś czarnego, z żółtymi oczyma wpatrującego się we mnie, był to Kaspian - kot sąsiadów. Gdy wzięłam go na ręce poczułam ból w okolicy głowy.
Miałam zamknięte powieki, kiedy je otworzyłam zobaczyłam ciemność.
Po chwili poczułam chłód, chciałam się podnieść, lecz coś utrudniało mi tą czynność. nie wiedziałam co się dzieje, nie mogłam się poruszyć. Gdy odzyskałam czucie w rękach, próbowałam je wyciągnąć, tym samym pomagając sobie w wstawaniu, lecz nad moim ciałem poczułam coś twardego i szorstkiego. Bez wątpienia było to drewno. Po bokach, na dole i na górze, wielkie drewniane pudło inaczej zwane trumną. Nie wiedziałam co się dzieje, a co najważniejsze "Co się stało". Po kilku godzinach zmarnowanych na zmaganiu się rzeczą, usłyszałam głośne, lecz przeraźliwe miałknięcie. "Kaspian" - zawołałam. Kot zbliżył się do trumny. Byłam szczęśliwa że w końcu słyszę coś ziemskiego, a także z tego że nie jestem zakopana gdzieś w ziemi. Jednak moja radość nie trwała długo.
Kilka minut później, ktoś wszedł do pomieszczenia. Nie był to nikt z moich znajomych, ponieważ nikt nie miał takich "kroków" ( jeśli tak to można nazwać ). Ktoś suną, i zapalił światło, dzięki czemu mogłam zobaczyć mego oprawcę przez dziurkę w trumnie. Była to dziwnie ubrana postać - kobieta, z ciemnymi włosami i w białej sukience. Trzymała dość dziwnie skonstruowane nożyczki z ząbkami i czarną rączką. Przez dłuższą chwilę byłam światkiem śmierci Kaspiana, później przyszła kolej na mnie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz